poniedziałek, 31 grudnia 2012

Historia internetowej miłości.

Część VII

Następnego dnia ponownie udałam się do lekarza z badaniami. Potwierdził, to co przypuszczał. Mam nowotwór płuca. Lekarz wytłumaczył dokładnie na czym to polega. Powiedział, że umieści mnie w szpitalu gdzie leczy się nowotwory. Byłam załamana tą wiadomością. Czekało mnie długie leczenie i nieustany pobyt w szpitalu. Lekarz poprosił mnie bym wyszła na korytarz, bo chciał porozmawiać z moją mamą. Wyszłam grzecznie na korytarz i napisałam do Błażeja. Wiedział już jaką otrzyma informację. Był przygotowany na to, co miało mnie czekać w najbliższym czasie. Chciał przyjechać ale ja się nie zgodziłam. Wolałam by został u siebie i skończył szkołę. Nie mógł rzucić wszystkiego i tak po prostu wyjechać. Tam jest jego życie i powinien ułożyć je sobie z inną dziewczyną która nie będzie chorowała. Założyć rodzinę i cieszyć się każdą chwilą spędzoną z rodziną. Musiałam opuścić swój dom na nieograniczony czas. Może nawet już w cale nie powrócę do swojego pokoju. Rozmowa lekarza z moją mamą trwała jakieś 30 min. Lekarz dał namiary na szpital do którego mamy się zgłosić jutro. Tam wszystko nam powiedzą. Gdy wyszłyśmy ze szpitala mama zadzwoniła do taty, który czekał z niecierpliwością na jakąkolwiek wiadomość. Był zaskoczony i przerażony. Tak przynajmniej mama wywnioskowała z rozmowy. Mama też była w takim stanie tylko nie chciała przy mnie tego pokazywać. Zawsze gdy była w podobnych sytuacjach sprawiała wrażenie kobiety silnej i opanowanej, a gdy zostawała sama płakała po kontach lub myślała o tym strasznie długo. Tak było również dzisiaj. Zachowywała się tak samo. Przez tak długi czas odkąd nie rozmawialiśmy ze sobą dłużej nadal pamiętam jej każdy ruch, gest, mimikę twarzy w poważnych sytuacjach. Wsiadłyśmy do samochodu i pojechałyśmy do domu. Mama zaczęła robić obiad, a ja miałam ochotę żeby pomóc jej go przygotować. Za nim rodzice zaczęli się kłócić spędzałam z mamą dużo czasu w kuchni i razem gotowałyśmy. Uwielbiałam spędzać z nią czas i po raz pierwszy od dłuższego czasu robiłyśmy coś razem. Najlepiej zawsze wychodziły nam czekoladowe babeczki, a mama jakby czytała mi w myślach zapytała się czy upieczemy tak jak kiedyś nasze ulubione babeczki. Uśmiechnęłam się szeroko i zaczęłam przygotowywać wszystkie produkty jakie były do tego potrzebne. Po 40 min. obiad był już ugotowany, babeczki pięknie pachniały, a zapach wędrował po całym domu. Czekałam z mamą na tatę i siostrę którzy mieli przyjechać za chwilę. Zaczęłam z mamą wspominać dawne czasy. Wspomnienia zaczęły wracać, a ja z mamą nabrałyśmy humorku i zaczęłyśmy się śmiać tak jak dawniej. Minęło 10 min. a tata z siostrą zjawili się w domu. Zapach babeczek dotarł do nich na samym wejściu, a nasze humorki wpłynęły również na resztę domowników. To była najmilsza część tego dnia. Zjedliśmy razem obiad, przepyszne babeczki i poszliśmy do swoich pokoi. Wieczorem zeszłam do salonu i porozmawialiśmy wspólnie o tym co mnie czeka i o tym, że ponownie trzeba jutro złożyć wizytę w szpitalu. Powoli zaczynało przerażać mnie to, że będę musiała spędzić tam większość swojego życia. Mama obiecała, że zajmie się rozmową z wychowawczynią i że jutro pójdziemy do szkoły i opowiemy im o całej sytuacji. Mama wspierała mnie bardzo przez ostatnie dni. Byłam jej za to bardzo wdzięczna. Błażej również był moją podporą. Wspierał cały czas i nadal utrzymywał ze mną kontakt. Tego wieczoru szybko poszłam spać, bo jutro czekał mnie wyczerpujący dzień. Rozmowa z wychowawczynią, a później wizyta w szpitalu gdzie miałam trafić w poniedziałek. W piątek od samego rana byłam przerażona tym co miało się dzisiaj wydarzyć. Tyle wrażeń w jeden dzień to chyba dla mnie za dużo, ale przecież musiałam jakoś stawić temu czoło. Około godziny 9:00 pojechałyśmy do szkoły. Moja wychowawczyni miała akurat godzinę wolną. Pani zaprowadziła nas do wolnej sali i tam powoli zaczęłyśmy rozmawiać. Mama usprawiedliwiła moje ostatnie nieobecności i powoli zaczęła tłumaczyć wychowawczyni co mi jest. Gdy skończyła mówić Pani patrzyła na mnie jak otępiała. Wryło ją w ziemię, a to nigdy się nie zdarzyło. Była przerażona tym co usłyszała. W jej oczach było widać napływające łzy. Było mi jej strasznie szkoda i zrobiło mi się strasznie smutno. Nigdy nie widziałam Pani w takim stanie. Po raz pierwszy uroniła łzę przy uczniu. Strasznie się tym przejęła. Gdy emocje opadły, powiedziałam, że chcę zrezygnować ze szkoły. Nauka teraz mi nic nie da. Chciałam porozmawiać o tym z panią dyrektor. Pani Ania (wychowawczyni) powiedziała, że mnie rozumie. Poinformowała jak rozmowa może przebiegać i że pani dyrektor będzie dopytywała się dlaczego, mam postawić sprawę jasno. Wysłuchałam pani grzecznie choć wiedziałam jak mam postąpić i co powiedzieć. Dużo myślałam o tej rozmowie. Nie wiedziałam jak zareaguje na to pani dyrektor. Bałam się wręcz jej reakcji. Pani Ania zaprowadziła mnie i mamę do pokoju gdzie uprzedzono panią, że za chwilę przyjdziemy. Doszliśmy do gabinetu, a pani dyrektor już na nas czekała. Powiedziałam o tym, że chciałabym zrezygnować ze szkoły z powodu choroby. Wysłuchała mnie uważnie jak opowiadałam, że mam nowotwór i umieszczą mnie niedługo w szpitalu gdzie się to leczy. Panią dyrektor również zaszokowała ta wiadomość i przyjęła ją ze zrozumieniem. Namawiała mnie na zajęcia indywidualne lecz ja całkowicie chciałam zrezygnować ze szkoły. Byłoby to ciężkie dla mnie i dla nauczycieli, którzy musieliby dojeżdżać spory kawałek bym mogła się dalej uczyć. Zrezygnowanie ze szkoły było najlepszym rozwiązaniem. Pani dyrektor rozumiała moją decyzję i wyznaczyła datę do podpisania różnych papierów i wyciągnięcia dokumentów ze szkoły. To miałam już za sobą. Mama widziała cierpienie w moich oczach, widziała smutek który opanował mnie po rozmowie z wychowawczynią i tęsknotę za tym, że już nie wrócę do tej szkoły. Pomimo tego, że nie miałam w niej osób zaufanych i z nikim się nie trzymałam było mi szkoda ją opuszczać. Wiązałam z nią wiele wspomnień. Gdy wychodziłyśmy z gabinetu pani dyrektor była akurat przerwa, a wychodząc spotkałam dziewczyny z mojej klasy, po mojej minie wiedziały, że nie mają podchodzić. Powiedziały tylko cicho: "Cześć" i poszły pod klasę. Może i były dla mnie nie miłe, ale nie przywiązywałam do tego szczególnej uwagi. Było lżej mi z tym, że rozmowę z Panią Anią i panią dyrektor miałam już za sobą. Jedna sprawa mniej. Teraz trzeba udać się do szpitala i dowiedzieć się, jak będzie odbywał się tam mój pobyt.
CDN...

piątek, 28 grudnia 2012

Historia internetowej miłości.

Część VI

Cisza, pustka i ból sprawiły, że wszystkie emocje które tłumiłam w sobie wyszły na zewnątrz. Nie potrafiłam opanować łez, które spływały po moim policzku. Powiedzenie o tym Błażejowi było gorsze od rozmowy z rodzicami. Można powiedzieć, że wtedy był najważniejszą osobą w moim życiu. Pomagał mi kiedy byłam na skraju załamania i wspierał przez cały czas odkąd się poznaliśmy. Był moim oparciem kiedy nie miałam nikogo. Gdy przestałam płakać i gdy zrobiło mi się troszkę lepiej po długiej ciszy która nastąpiła w naszej rozmowie odezwał się. "Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu i właśnie w tym momencie Cię nie opuszczę. Chociaż byś nalegała, prosiła, nie odzywała ja się nie poddam. Nie liczyłam na to, że aż tak bardzo będzie chciał mi pomóc i dalej mnie wspierać. Trzęsącymi się dłońmi wystukałam tylko: "Dziękuję." Nic więcej nie przychodziło mi wtedy do głowy. Dziękowałam Bogu, że postawił na mojej drodze tak wspaniałego człowieka, który dał mi tyle szczęścia i nadziei na to, że może być lepiej. Napisał, że mam już iść spać, bo na pewno jestem zmęczona. Chciało mi się troszkę spać, ale chciałam usłyszeć go jeszcze za nim zasnę. Poprosiłam go byśmy popisali jeszcze 15 min. do godziny 20:00. Chciałam się szybko wykąpać i porozmawiać z nim za nim pójdę spać. Jego głos był cudowny, taki aksamitny i pełen lekkości. Marzyłam o rozmowie z nim w tamtej chwili. Uwielbiałam go słuchać, bo sprawiał, że zasypiałam przy tym co mówił. Mogły być to głupotki, ale dla mnie były one czymś więcej, czymś wyjątkowym co mnie uspokajało i odprężało. Szybko się wykąpałam i dałam mu znać, że może zadzwonić. Jego głos był opanowany i spokojny tylko nie było już tej radości. Nie dziwiłam się, bo z czego miał się cieszyć. Miałam ochotę poczuć się małą dziewczynką, która nie ma żadnych problemów i jest zadowolona z życia, więc poprosiłam Błażeja by opowiedział mi bajkę. Zapytał się czy mówię poważnie. Odpowiedziałam, że całkiem całkiem poważnie, a uśmiech zagościł na naszych twarzach. Znalazłam wtedy sposób, by chociaż przez chwilę zapomnieć o dzisiejszym dniu. Byłam ciekawa o czym będzie ta bajka, ale zrobił się strasznie tajemniczy i powiedział z wielkim uśmiechem na twarzy, że sama za chwilę się przekonam jeśli nie zasnę. Byłam strasznie zmęczona po dzisiejszym dniu, wszystkie moje siły poświęciłam na rozmowę z rodzicami i Błażejem. Wiedziałam, że pewnie zasnę na samym początku bajki. Zaczęłam uważnie słuchać. "Dawno, dawno temu..." tak zaczęła się tajemnicza bajka, a ja powoli zaczynałam zasypiać. Był lepszy w usypianiu niż moja poduszka. Obudziłam się rano starając przypomnieć sobie kiedy zasnęłam i o czym była bajka. Nie pamiętam kiedy zasnęłam, a bajka była chyba o jakiejś dziewczynce, ale nie pamiętam jaką rolę w niej pełniła. Poszukałam swojego telefonu, który zapodział się gdzieś podczas wczorajszej rozmowy. Gdy już go znalazłam wyświetlała się wiadomość od Błażeja który przywitał mnie pięknie,a dzień rozpoczął się bardzo miło. Zeszłam na śniadanie, a rodzice czekali już na mnie w kuchni. Mama poinformowała mnie, że dzisiaj jedziemy zrobić wszystkie badania, które lekarz wypisał na skierowaniu, a mój dzień wtedy przybrał na nowo szare kolory. Nie miałam wyboru. Zgodziłam się, bo szybciej będę wiedziała czy to co mówił wczoraj lekarz się potwierdzi. Mama poinformowała wychowawczynię o mojej nieobecności w szkole i poprosiła o usprawiedliwienie. Na śniadanie mama przygotowała dla mnie jajecznicę. Była przepyszna. Zjadłam, poszłam się umyć i ubrać by jak najszybciej mieć tą wizytę w szpitalu za sobą. Napisałam do Błażeja i poinformowałam go o dzisiejszych badaniach. Napisał, że bardzo się cieszy, że zaczynam powoli dogadywać się z rodzicami i że tak szybko jedziemy zrobić te wszystkie potrzebne badania. Ja również cieszyłam się po części, że jedzie ze mną mama i że nie będę siedziała tam sama. Jechałam z mamą samochodem i przez całą drogę do szpitala nie odezwałyśmy się do siebie. Pisałam cały czas sms, a mama nawet nie zapytała z kim tak piszę. Cieszyłam się, że Błażej mnie nie zostawił, że trwa przy mnie i wspiera. Gdy napisałam mu, że dojeżdżam do szpitala wysłał smutną minkę. Zapytałam się, co się stało. Odpowiedział, że jest mu przykro, że nie może być przy mnie teraz właśnie w tych chwilach kiedy go najbardziej potrzebuję, że nie może trzymać mnie za rękę i przytulić mnie bym nie była smutna i się tak bardzo nie denerwowała. Zastanawiałam się, co mam mu napisać, by go pocieszyć. Musiałam przemyśleć to przez chwilę i dobrać odpowiednie słowa by mu odpisać.
CDN...

wtorek, 25 grudnia 2012

Historia internetowej miłości.

Część V

Powiedziałam im również o podejrzeniu, że mogę mieć nowotwór płuca i że trzeba będzie zrobić jeszcze kilka badań by to potwierdzić. Gdy skończyłam o tym wszystkim mówić popatrzyłam się na nich. Patrzyli na mnie z niedowierzaniem, nie wiedzieli co mają zrobić i co powiedzieć. Zamurowała ich ta wiadomość. Rozumiem ich, bo pewnie przez głowę w tamtym momencie przewijało im się kilkanaście myśli o tym jak mogli tego nie zauważyć i do tego dopuścić. Staliśmy tak dłuższą chwilę w ciszy. Widziałam w ich oczach poczucie winy za to co się ze mną stało. Mama w końcu się ocknęła, podeszła do mnie i przytuliła mówiąc: "Wszystko będzie dobrze córeczko." Po raz pierwszy od 2 lat mama tak do mnie powiedziała. Nie mówiła tego wcześniej. Zrobiło mi się troszkę lepiej ale to nie poprawiło mojego nastroju. Obiecała z tatą, że przestaną się kłócić i będą przy mnie podczas badań które mnie jeszcze czekały. Nie miałam ochoty na dalszą rozmowę. Popatrzyłam się na nich i poszłam do swojego pokoju. Rozmowę z rodzicami miałam już za sobą. Teraz trzeba o tym wszystkim powiedzieć Błażejowi. Usiadłam przed komputer, włączyłam gg i wybrałam Błażeja. Wpatrywałam się w kursor który migał tak przez 10 min. a ja nie miałam pojęcia od czego zacząć i jak mu o tym powiedzieć. Nie przypuszczałam, że to będzie trudniejsze niż rozmowa z rodzicami. Miałam opory przed napisaniem, może dlatego, że wiedziałam, że dobije go ta wiadomość, że przeżył już to raz i będzie musiał przeżyć to ponownie. Nie chciałam go skrzywdzić, bo jest dla mnie bardzo ważną osobą i wypełnia moje nędzne życie. Nie chciałam sprawiać mu również bólu, ale musiałam mu o tym powiedzieć i to koniecznie dzisiaj. Mój scenariusz życia był jeszcze trudniejszy niż sobie to wyobrażałam, bo życie nie jest usłane różami i przynosi nam różne trudne historie. Dlaczego nie mógł zostać napisany inaczej? Mam dalej żyć i zadawać innym ból swoją chorobą? Sama się wykańczam, zostaje wrakiem człowieka. Niedługo będę na skraju przepaści. Drogą którą idę właśnie tam prowadzi, a ludzi których na niej spotykam krzywdzę swoimi słowami lub czynami albo sami mnie ranią. Droga z przeszkodami którą ciężko przejść, ale pomimo tych trudności nie można upaść i dać się zdeptać przez ludzi którzy chcą byśmy odeszli, którzy czekają tylko na nasze potknięcie lub jakikolwiek błąd. Minęło kolejne 10 min. a ja w dalszym ciągu nic nie napisałam, a kursor dalej migał. Zastanawiałam się jak zareaguje. Pomimo tego co się stanie i czy to przeżyje nie chce by cokolwiek się między nami zmieniło. Nie chcę żeby mi współczuł. Od nikogo nie chcę współczucia. Nasza znajomość ma pozostać na etapie przyjaźni. Minęło 30 min. odkąd usiadłam przed komputer. Nadszedł czas by cokolwiek do niego napisać. Zaczęłam od zwyczajnego: "Już jestem." i nie musiałam długo czekać na odpowiedź. Poprosił bym powiedziała mu co powiedział lekarz bez żadnego owijania w bawełnę. "Chcę wiedzieć teraz i przyswoić sobie tą wiadomość." Zaczęłam więc pisać, ale na początku zaznaczyłam, że pomimo tego co za chwilę przeczyta nie chce współczucia, a nasza znajomość będzie tylko przyjacielska. Potem opowiedziałam mu dokładnie co powiedział lekarz i że podejrzewa u mnie nowotwór płuca. Zamurowało go i wbiło w ziemię. Nie odezwał się przez kolejne 30 min. W mojej głowie znowu zaczęła szaleć burza myśli. Poczułam się strasznie samotna i opuszczona. Długo tak się nie czułam. Totalna pustka która opanowała mnie w tamtym momencie i ból który można było porównać do wbicia zardzewiałego noża w plecy. W tamtym momencie ja nie byłam najważniejsza. Liczył się on i jego uczucia. Wiedziałam, że przeżywa teraz koszmar, że wszystkie myśli związane ze swoją ukochaną powróciły. Nie chciałam pogarszać tego stanu w którym się znajdował i przerywać tej ciszy. Potrzebował czasu, by ta bolesna wiadomość do niego dotarła, bo nie było to łatwe do zniesienia. 

CDN...

niedziela, 23 grudnia 2012

Historia internetowej miłości.

Część IV

Czułam się jak wrak człowieka. Ciałem byłam w szpitalu, a dusza biegała gdzieś po korytarzu. Wychodząc ze szpitala wydukałam sms'a do Błażeja: "Jest gorzej niż myślałam. Jak wrócę do domu wszystko Ci opowiem, bo teraz idę się przejść. Muszę pobyć sama. Przepraszam i nie gniewaj się." i wyłączyłam telefon. Wiedziałam, że jest to niepoważne i nieodpowiedzialne z mojej strony, a tym bardziej, że się o mnie martwi. Poszłam nad jezioro w moje ulubione miejsce gdzie mogłam rozkoszować się spokojem i pięknem zachodzącego słońca, chociaż brakowało go w tamtej chwili. Zostawałam tam sama ze swoimi myślami, które w tamtym momencie robiły totalny chaos w mojej głowie. Lubiłam to miejsce bo mnie uspokajało i napełniało po części energią, a widok z tego miejsca zapierał dech w piersi. Nikt nigdy nie poznał tego miejsca. Nikt, oprócz mnie samej nie wiedział gdzie chodzę na długie przechadzki i gdzie zrobiłam zdjęcia tak pięknego krajobrazu. Uwieczniałam na zdjęciach najwspanialsze chwile swojego życia i za każdym razem gdy źle się czułam powracałam do wspomnień, tych pięknych które dawały nadzieję, że może być lepiej. Usiadłam na mostku i rozmyślałam o tym co się stanie jak okaże się, że mam nowotwór płuca. Będzie czekała mnie operacja, a co z Błażejem? Przecież nie może przeżyć po raz drugi podobnej historii. Nie poradzi sobie z tym psychicznie. Będzie mu cholernie ciężko, tak jak wtedy, kiedy stracił swoją ukochaną. Dlaczego akurat mi to musiało się przytrafić? Dlaczego? Siedząc i patrząc na spokojną taflę jeziora doszukiwałam się też tych pozytywnych skutków mojej choroby. Tak, mogłam wtedy nazwać to "coś" chorobą po mimo tego, że nie wiedziałam dokładnie co mi jest. Rodzice może przestaliby się kłócić i znowu zaczęliby darzyć się miłością którą zapieczętowali dziećmi. Może dotarło by do nich to jak bardzo zaniedbali swoje córki. Jak bardzo się zmieniły i jak bardzo brakowało im rozmów z własnymi rodzicami. Jak bardzo nie znosiły kłótni. Może wszystko wróciłoby do normy. Tak jak kiedyś jedlibyśmy wspólne obiady opowiadając sobie przy wspólnym stole jak każdemu minął dzień. Siostra może zrozumiałaby jak wiele problemów sprawia rodzicom i jak bardzo się o nią martwię gdy wraca późno do domu lub w ogóle nie wraca. Jak nie śpię w nocy i czekam na nią. Może udałoby się na nowo zbudować szczęśliwą rodzinkę? Scenariusz życia nie byłby wtedy taki zły. Może dałoby się wtedy na nowo przywrócić do codziennego życia rzeczy które znikły z czasem? Rozmyślając tak wiedziałam, że najgorsze czeka mnie dopiero po powrocie do domu. Musiałam powiedzieć o tym rodzicom i Błażejowi. Jedno gorsze od drugiego. Wchodząc do domu znowu słyszałam jak rodzice kłócą się w salonie o błahostki. Starałam przypomnieć sobie kiedy ze sobą rozmawialiśmy poza codziennym: "Cześć", "Jak mija dzień?", "Aha", "Schudłaś." Nie pamiętam kiedy rozmawiałam z nimi dłużej. Zdjęłam kurtkę i od dłuższego czasu słuchałam ich kłótni. Wzięłam 3 głębokie wdechy i spokojnym krokiem weszłam do salonu. Zamilkli i spojrzeli na mnie. W oczach taty widziałam przerażenie, szok i smutek, że musiałam tego słuchać. Mama nie mogła uwierzyć jak wyglądam. Ciuchy na mnie wisiały i dobrze o tym wiedziałam. Schudłam strasznie gdy zaczęły się problemy z bolącą klatką piersiową, bo nie miałam apetytu na jedzenie. Z 50 kg schudłam do 43 kg przy wzroście 173 cm. Więc łatwo wyobrazić sobie jak wtedy wyglądałam. Tata stał nieruchomo i nie wiedział co ma powiedzieć. Spokojnym głosem, bez żadnych emocji, bez żadnego wyrazu twarzy zaczęłam mówić spokojnym i opanowanym tonem. Mówiłam o tym od kiedy zaczął się ból klatki piersiowej, kiedy doszedł kaszel i dlaczego tak szybko znikały tabletki przeciwbólowe z szafki na lekarstwa. Powiedziałam im o dzisiejszej wizycie u lekarza i o tym co powiedział doktor.

CDN...

wtorek, 18 grudnia 2012

Historia internetowej miłości.

Część III

Po 2 tygodniach czułam się już lepiej lecz nadal mnie bolało. Pomyślałam wtedy: "A tam, na pewno mi przejdzie." Myliłam się. Bolało mnie nadal i tak minął cały miesiąc. Nie mówiłam nic Błażejowi, bo wiedziałam, że będzie się martwił. Do tego później doszedł kaszel, który był męczący i sprawiał dużo bólu. Unikałam wtedy rozmów telefonicznych aby nie wydało się, że mam taki kaszel i znajdowałam różne wymówki. Siedząc przed komputerem i czekając na Błażeja aż przyjdzie ze szkoły jak zwykle miałam swój dotykowy telefon w kieszeni i jak zwykle po naciskały się guziczki i wybrał nr Błażeja, bo był pierwszy na liście kontaktów. Wtedy wszystko się wydało, bo napadł mnie atak kaszlu. Gdy pojawił się na gg od razu zaczął na mnie krzyczeć za to, że nic mu nie powiedziałam,a potem, że nie dbam o siebie i zdrowie.  Od razu kazał umówić mi się na wizytę na następny dzień.  Nie miałam wyjścia, bo musiałam mu obiecać, że pójdę na tą wizytę, bo inaczej uniknęłabym wizyty u lekarza. Następnego dnia udałam się do szpitala. Na dworze było strasznie zimno i padało, a wchodząc do szpitala zobaczyłam strasznie długą kolejkę która czekała do tego samego lekarza. Nie miałam wyjścia i musiałam poczekać. Siedziałam na korytarzu 2 godziny czekając na swoją kolej. Pielęgniarka wywołała moje nazwisko, a moje nogi zrobiły się jak z waty i nie potrafiłam przez chwilę złapać równowagi, ale po chwili było dobrze. Bałam się tego co powie lekarz. Podczas badania nie mogłam obserwować twarzy lekarza, może wtedy bym się tak bardzo nie stresowała. Dokładnie mnie zbadał po czym poprosił bym opowiedziała mu od kiedy to wszystko się dzieje i czy brałam jakieś lekarstwa na to. Opowiedziałam mu wszystko z dokładnymi szczegółami. Gdy skończyłam opowiadać i gdy lekarz skończył swoje czynności miał przerażającą minę, tak jakby za chwilę miał wydać na mnie wyrok śmierci. Przed wypowiedzeniem jakichkolwiek słów wziął trzy głębokie oddechy, usiadł w swoim fotelu i spojrzał na mnie. Rozpoczynając swoją wypowiedź zaczął od słów: "Nie mam dla Pani dobrej wiadomości." Wiedziałam, że to co za chwilę usłyszę zmieni coś w moim beznadziejnym życiu. To było jak film w którym grałam główną rolę, bo takie rzeczy oglądałam tylko w filmach. Nie myślałam, że mnie też to spotka. Scenariusz życia w którym za chwilę zapadnie wyrok życia lub śmierci albo nieustannego leczenia i zrezygnowania ze swoich najskrytszych marzeń, które miały szansę na spełnienie. Patrzyłam na lekarza z niedowierzaniem, a moje ręce co raz bardziej się trzęsły. Lekarz zaczął mówić, że trzeba będzie zrobić badania, by potwierdzić to, co wywnioskował z badania. Po chwili przerwy w mówieniu dodał: "Obawiam się, że Pani płuco jest martwe." Zamurowało mnie. Lekarz wypytywał czy mam problemy z oddychaniem. Odpowiedziałam, że tak, bo są dni gdzie bardzo ciężko mi się oddycha. W tym momencie przestały docierać do mnie pełne zdania doktora, które kierował w moją stronę. Urywkowe słowa trafiały do mnie: "operacja", "ryzyko", "rehabilitacja", "długie leczenie", a moje myśli zaczęły szaleć w głowie i nie potrafiłam nad nimi zapanować. Nawet ból w tamtym momencie był nieodczuwalny. Doktor wypisał skierowanie na wszystkie potrzebne badania aby potwierdzić przypuszczenia. Miałam zrobić je jak najszybciej, bo nie można dłużej czekać. Wychodziłam z gabinetu jak otępiała. Nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego słowa.

CDN...

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Historia internetowej miłości.

Część II
 
Przejął się bardzo moją historią i obiecał mi, że mnie nie skrzywdzi, nie opuści i że chociaż znamy się tylko przez internet to będzie przy mnie trwał i wspierał w trudnych chwilach. Opowiedział mi również o tym co on przeżył. Młodzieńczej miłości, którą przerwał nowotwór ukochanej. Nie potrafił pozbierać się po tym co go spotkało. W styczniu za nim się poznaliśmy postanowił wziąć się w garść i poukładać swoje życie od nowa. Też był zamknięty w sobie, ale nie poddał się. Upadł, ale powstał po tym ciężkim ciosie jakie zadało mu życie. Po tej rozmowie wiedzieliśmy, że możemy sobie zaufać. Pewnego wieczoru, gdy mieliśmy rozmawiać Błażej był jakiś inny. Zachowywał się inaczej, nie potrafił się na niczym skupić i ciągle powtarzał, że bardzo mu na mnie zależy i nie wyobraża sobie kolejnych dni beze mnie. Wiedziałam, że za rozmowa skończy się czymś nieprzyjemnym. Pomyślałam, że się zakochał lecz stwierdziłam, że to nie możliwe przez internet. Postanowiłam, że zapytam się go czy coś do mnie czuje, by postawić sprawę jasno. Okazało się, że miałam rację. Zaczął opisywać, że nie potrafił już poradzić sobie z myślami o mnie i musiał to powiedzieć. Po jego wyznaniu, bo tak to można nazwać, byłam w szoku. Nie wiedziałam co mam powiedzieć i co o tym wszystkim myśleć. Przez głowę przechodziła mi nasza rozmowa na samym początku znajomości w której zaznaczyłam, że nic z tego nie wyjdzie i nie ma sobie robić nadziei. Obiecał mi to wtedy. Byłam zawiedziona tym, co mi wyznał, bo ja do niego nic nie czułam,  poza tym, że byliśmy przyjaciółmi przez internet. Powtarzał, że nie wie kiedy to się stało, że się zakochał. Serce samo wybrało w najmniej oczekiwanym momencie. "Miłość przez internet to szaleństwo!" Ta myśl przechodziła mi ciągle przez głowę. Nie mogłam pojąć jak można zakochać się w dziewczynie której nie widziało się nigdy na oczy i praktycznie można było powiedzieć, że dziewczyny której się nie zna. To co o sobie pisałam i zdjęcie które wysłałam nie było dowodem na to, że jestem taka naprawdę. Nie chciałam zrywać z nim znajomości po tym wyznaniu, bo tylko w nim miałam oparcie. Był ze mną w najtrudniejszych chwilach w moim życiu. Dużo o tym rozmawialiśmy i podjęliśmy decyzję, że nie będzie mnie naciskał i nie będziemy poruszać na razie tego tematu. W styczniu zaczęłam dużo chorować. Strasznie zaczęła boleć mnie klatka piersiowa. Myślałam, że to zwykłe zapalenie płuc i nic więcej. 

CDN...

Historia internetowej miłości.

Część I

Opowiem Wam swoją historię.
Był piątkowy letni wieczór. Jak w każdy piątek po sesji zdjęciowej ( bo kocham fotografię) siedziałam przed komputerem i oglądałam film który w ogóle mnie nie interesował. Tego dnia strasznie mi się nudziło więc postanowiłam, że zajrzę na czat bo długo tam nie wchodziłam. Pomyślałam: "Pewnie i tak nikt nie napisze". Dalej zaczęłam myśleć o tym jak beznadziejne jest moje życie które nie ma swojego celu i jest chaotyczne. Tak wtedy mogłam opisać swoje życie. Rodzice ciągle się kłócili, z siostrami się nie dogadywałam, w szkole każdy się ode mnie odsunął a chłopak zostawił dla "blondi tapeciary" i nie miałam w nikim oparcia.
Po godzinie siedzenia na czacie nikt nie napisał
i miałam już wychodzić lecz w tym momencie napisał do mnie chłopak, a przynajmniej tak mówił jego nick: "tajemniczyon". Nie miałam ochoty na rozmowę ale stwierdziłam, że nie mam nic lepszego do robienia, więc postanowiłam z nim popisać. Miał na imię Błażej i za samo imię już go bardzo polubiłam, bo bardzo mi się ono podoba. Miał 20 lat, a ja wtedy 18. Pamiętam, że był to 18 luty. Pisaliśmy ze sobą ok. 2 godz. Nie pamiętam dokładnie, bo tak pochłonęła mnie rozmowa, że nie zauważyłam kiedy minął ten czas. Po 2 h konwersacji na czacie zaproponował gg. Zgodziłam się lecz wiedziałam, że pewnie za kilka dni kontakt się urwie tak jak to zawsze bywa na czacie i oboje wrócimy do własnych spraw i życia. Pisaliśmy w ten dzień do 2 w nocy i nie mam pojęcia skąd znalazły się te wszystkie tematy do rozmowy. Minęły 2 tygodnie i byłam zdziwiona, że ta znajomość się jeszcze utrzymuje. Pisało nam się ze sobą bardzo dobrze. Można powiedzieć nawet, że wspaniale.  Błażej był bardzo miły, sympatyczny, przyjazny i otwarty na ludzi. Gdy przychodziłam ze szkoły od razu siadałam przed komputer i czekałam z niecierpliwością aż napisze i było tak codziennie. Po miesiącu pisania nie mogłam się doczekać kolejnego dnia by z nim dalej pisać. Tak mijały kolejne dni długich rozmów. Po 5 miesiącach Błażej zaproponował rozmowę telefoniczną lecz ja nie byłam do tego przekonana, bo nie miałam 100 % pewności, że nie okaże się jakimś zboczeńcem lub pedofilem. Po kilku dniach długiego namawiania mnie na tą rozmowę poddałam się i dałam mu swój numer telefonu. Pamiętam, że rozmawialiśmy wtedy cały dzień bez przerwy. Miał taki słodki głos któremu później ciężko się było oprzeć gdy prosił o coś, a ja nie chciałam tego zrobić. Rozmowy prowadziliśmy codziennie po kilkanaście godzin i ciągle było nam mało. Moi rodzice nie zauważyli nawet tego, że poznałam kogoś i że ciągle wiszę na telefonie lub siedzę przed komputerem. Byli zbyt zajęci kłótniami i moją młodszą siostrą która co chwile sprawiała jakieś problemy wychowawcze. Czułam się pominięta w tym domu jeśli tak można było go nazwać. Swoją rodzinę mogłam określić jako patologiczną, bo to co działo się u mnie w domu nie było normalne. Po miesiącu rozmów telefonicznych, czyli był to lipiec, przywiązaliśmy się do siebie lecz ja nie robiłam sobie żadnych nadziei ponieważ mieszkaliśmy od siebie prawie 600 km. Więc szanse na spotkanie były nikłe, ale nie chciałam nawet się z nim spotykać, bo go nie znałam i bałam się wtedy ludzi i zamykałam się na nich. Na co dzień jestem osobą bardzo cichą, nieśmiałą, skrytą, tajemniczą ale bardzo wrażliwą. Z Błażejem było inaczej. Starał się pomagać mi w tej nieśmiałości przez internet, chciał dotrzeć w głąb mnie. Otworzyć na nowo moją duszę, która była zamknięta za żelaznymi kratami i nie mogła się rozwijać. Zawsze gdy pytał: "Jak Ci mija dzień?" albo "Jak się czujesz?" odpowiadałam: "Dobrze :)" chociaż w cale tak nie było. Bałam się mu powiedzieć o tym jak jest u mnie na prawdę. Pewnego wieczoru przemyślałam to wszystko i stwierdziłam, że znam go na tyle dobrze, że mogę mu powiedzieć o mojej rodzinie, znajomych, szkole i o byłym chłopaku.

CDN...

Wprowadzenie.

Witajcie :) 

Mam na imię Wanda.
Założyłam tego bloga, by umieszczać tutaj swoje opowiadania. Postanowiłam je opublikować, ponieważ chcę by osoby które będą je czytały, wyciągały z nich wnioski i szczerze oceniały. Osobą która nakłoniła mnie do stworzenia tego bloga był mój bardzo bliski kolega, który uważa, że piszę całkiem dobrze. To już Wy sami ocenicie czy to faktycznie prawda. Chcę, by moje opowiadania dały Wam jakąś lekcję życia i zostały odebrane jak najlepiej. Będę umieszczać tutaj nie tylko opowiadania. Czasami dodam jakieś swoje przemyślenia, dotyczące pewnych spraw. Powracając jeszcze do opowiadań. Tematyka ich będzie różna. Gdy mam pomysł piszę o tym. Myślę, że dla każdego coś się tutaj znajdzie.
Na dzisiaj tyle. Za chwilkę dodam pierwsze opowiadanie.

Dobranoc.