Część IV
Czułam
się jak wrak człowieka. Ciałem byłam w szpitalu, a dusza biegała gdzieś
po korytarzu. Wychodząc ze szpitala wydukałam sms'a do Błażeja: "Jest
gorzej niż myślałam. Jak wrócę do domu wszystko Ci opowiem, bo teraz idę
się przejść. Muszę pobyć sama. Przepraszam i nie gniewaj się." i
wyłączyłam telefon. Wiedziałam, że jest to niepoważne i
nieodpowiedzialne z mojej strony, a tym bardziej, że się o mnie martwi.
Poszłam nad jezioro w moje ulubione miejsce gdzie mogłam rozkoszować się
spokojem i pięknem zachodzącego słońca, chociaż brakowało go w tamtej
chwili. Zostawałam tam sama ze swoimi myślami, które w tamtym momencie
robiły totalny chaos w mojej głowie. Lubiłam to miejsce bo mnie
uspokajało i napełniało po części energią, a widok z tego miejsca
zapierał dech w piersi. Nikt nigdy nie poznał tego miejsca. Nikt, oprócz
mnie samej nie wiedział gdzie chodzę na długie przechadzki i gdzie
zrobiłam zdjęcia tak pięknego krajobrazu. Uwieczniałam na zdjęciach
najwspanialsze chwile swojego życia i za każdym razem gdy źle się czułam
powracałam do wspomnień, tych pięknych które dawały nadzieję, że może
być lepiej. Usiadłam na mostku i rozmyślałam o tym co się stanie jak
okaże się, że mam nowotwór płuca. Będzie czekała mnie operacja, a co z
Błażejem? Przecież nie może przeżyć po raz drugi podobnej historii. Nie
poradzi sobie z tym psychicznie. Będzie mu cholernie ciężko, tak jak
wtedy, kiedy stracił swoją ukochaną. Dlaczego akurat mi to musiało się
przytrafić? Dlaczego? Siedząc i patrząc na spokojną taflę jeziora
doszukiwałam się też tych pozytywnych skutków mojej choroby. Tak, mogłam
wtedy nazwać to "coś" chorobą po mimo tego, że nie wiedziałam dokładnie
co mi jest. Rodzice może przestaliby się kłócić i znowu zaczęliby
darzyć się miłością którą zapieczętowali dziećmi. Może dotarło by do
nich to jak bardzo zaniedbali swoje córki. Jak bardzo się zmieniły i jak
bardzo brakowało im rozmów z własnymi rodzicami. Jak bardzo nie znosiły
kłótni. Może wszystko wróciłoby do normy. Tak jak kiedyś jedlibyśmy
wspólne obiady opowiadając sobie przy wspólnym stole jak każdemu minął
dzień. Siostra może zrozumiałaby jak wiele problemów sprawia rodzicom i
jak bardzo się o nią martwię gdy wraca późno do domu lub w ogóle nie
wraca. Jak nie śpię w nocy i czekam na nią. Może udałoby się na nowo
zbudować szczęśliwą rodzinkę? Scenariusz życia nie byłby wtedy taki zły.
Może dałoby się wtedy na nowo przywrócić do codziennego życia rzeczy
które znikły z czasem? Rozmyślając tak wiedziałam, że najgorsze czeka
mnie dopiero po powrocie do domu. Musiałam powiedzieć o tym rodzicom i
Błażejowi. Jedno gorsze od drugiego. Wchodząc do domu znowu słyszałam
jak rodzice kłócą się w salonie o błahostki. Starałam przypomnieć sobie
kiedy ze sobą rozmawialiśmy poza codziennym: "Cześć", "Jak mija dzień?",
"Aha", "Schudłaś." Nie pamiętam kiedy rozmawiałam z nimi dłużej.
Zdjęłam kurtkę i od dłuższego czasu słuchałam ich kłótni. Wzięłam 3
głębokie wdechy i spokojnym krokiem weszłam do salonu. Zamilkli i
spojrzeli na mnie. W oczach taty widziałam przerażenie, szok i smutek,
że musiałam tego słuchać. Mama nie mogła uwierzyć jak wyglądam. Ciuchy
na mnie wisiały i dobrze o tym wiedziałam. Schudłam strasznie gdy
zaczęły się problemy z bolącą klatką piersiową, bo nie miałam apetytu na
jedzenie. Z 50 kg schudłam do 43 kg przy wzroście 173 cm. Więc łatwo
wyobrazić sobie jak wtedy wyglądałam. Tata stał nieruchomo i nie
wiedział co ma powiedzieć. Spokojnym głosem, bez żadnych emocji, bez
żadnego wyrazu twarzy zaczęłam mówić spokojnym i opanowanym tonem.
Mówiłam o tym od kiedy zaczął się ból klatki piersiowej, kiedy doszedł
kaszel i dlaczego tak szybko znikały tabletki przeciwbólowe z szafki na
lekarstwa. Powiedziałam im o dzisiejszej wizycie u lekarza i o tym co
powiedział doktor.
CDN...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz