niedziela, 23 grudnia 2012

Historia internetowej miłości.

Część IV

Czułam się jak wrak człowieka. Ciałem byłam w szpitalu, a dusza biegała gdzieś po korytarzu. Wychodząc ze szpitala wydukałam sms'a do Błażeja: "Jest gorzej niż myślałam. Jak wrócę do domu wszystko Ci opowiem, bo teraz idę się przejść. Muszę pobyć sama. Przepraszam i nie gniewaj się." i wyłączyłam telefon. Wiedziałam, że jest to niepoważne i nieodpowiedzialne z mojej strony, a tym bardziej, że się o mnie martwi. Poszłam nad jezioro w moje ulubione miejsce gdzie mogłam rozkoszować się spokojem i pięknem zachodzącego słońca, chociaż brakowało go w tamtej chwili. Zostawałam tam sama ze swoimi myślami, które w tamtym momencie robiły totalny chaos w mojej głowie. Lubiłam to miejsce bo mnie uspokajało i napełniało po części energią, a widok z tego miejsca zapierał dech w piersi. Nikt nigdy nie poznał tego miejsca. Nikt, oprócz mnie samej nie wiedział gdzie chodzę na długie przechadzki i gdzie zrobiłam zdjęcia tak pięknego krajobrazu. Uwieczniałam na zdjęciach najwspanialsze chwile swojego życia i za każdym razem gdy źle się czułam powracałam do wspomnień, tych pięknych które dawały nadzieję, że może być lepiej. Usiadłam na mostku i rozmyślałam o tym co się stanie jak okaże się, że mam nowotwór płuca. Będzie czekała mnie operacja, a co z Błażejem? Przecież nie może przeżyć po raz drugi podobnej historii. Nie poradzi sobie z tym psychicznie. Będzie mu cholernie ciężko, tak jak wtedy, kiedy stracił swoją ukochaną. Dlaczego akurat mi to musiało się przytrafić? Dlaczego? Siedząc i patrząc na spokojną taflę jeziora doszukiwałam się też tych pozytywnych skutków mojej choroby. Tak, mogłam wtedy nazwać to "coś" chorobą po mimo tego, że nie wiedziałam dokładnie co mi jest. Rodzice może przestaliby się kłócić i znowu zaczęliby darzyć się miłością którą zapieczętowali dziećmi. Może dotarło by do nich to jak bardzo zaniedbali swoje córki. Jak bardzo się zmieniły i jak bardzo brakowało im rozmów z własnymi rodzicami. Jak bardzo nie znosiły kłótni. Może wszystko wróciłoby do normy. Tak jak kiedyś jedlibyśmy wspólne obiady opowiadając sobie przy wspólnym stole jak każdemu minął dzień. Siostra może zrozumiałaby jak wiele problemów sprawia rodzicom i jak bardzo się o nią martwię gdy wraca późno do domu lub w ogóle nie wraca. Jak nie śpię w nocy i czekam na nią. Może udałoby się na nowo zbudować szczęśliwą rodzinkę? Scenariusz życia nie byłby wtedy taki zły. Może dałoby się wtedy na nowo przywrócić do codziennego życia rzeczy które znikły z czasem? Rozmyślając tak wiedziałam, że najgorsze czeka mnie dopiero po powrocie do domu. Musiałam powiedzieć o tym rodzicom i Błażejowi. Jedno gorsze od drugiego. Wchodząc do domu znowu słyszałam jak rodzice kłócą się w salonie o błahostki. Starałam przypomnieć sobie kiedy ze sobą rozmawialiśmy poza codziennym: "Cześć", "Jak mija dzień?", "Aha", "Schudłaś." Nie pamiętam kiedy rozmawiałam z nimi dłużej. Zdjęłam kurtkę i od dłuższego czasu słuchałam ich kłótni. Wzięłam 3 głębokie wdechy i spokojnym krokiem weszłam do salonu. Zamilkli i spojrzeli na mnie. W oczach taty widziałam przerażenie, szok i smutek, że musiałam tego słuchać. Mama nie mogła uwierzyć jak wyglądam. Ciuchy na mnie wisiały i dobrze o tym wiedziałam. Schudłam strasznie gdy zaczęły się problemy z bolącą klatką piersiową, bo nie miałam apetytu na jedzenie. Z 50 kg schudłam do 43 kg przy wzroście 173 cm. Więc łatwo wyobrazić sobie jak wtedy wyglądałam. Tata stał nieruchomo i nie wiedział co ma powiedzieć. Spokojnym głosem, bez żadnych emocji, bez żadnego wyrazu twarzy zaczęłam mówić spokojnym i opanowanym tonem. Mówiłam o tym od kiedy zaczął się ból klatki piersiowej, kiedy doszedł kaszel i dlaczego tak szybko znikały tabletki przeciwbólowe z szafki na lekarstwa. Powiedziałam im o dzisiejszej wizycie u lekarza i o tym co powiedział doktor.

CDN...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz