poniedziałek, 31 grudnia 2012

Historia internetowej miłości.

Część VII

Następnego dnia ponownie udałam się do lekarza z badaniami. Potwierdził, to co przypuszczał. Mam nowotwór płuca. Lekarz wytłumaczył dokładnie na czym to polega. Powiedział, że umieści mnie w szpitalu gdzie leczy się nowotwory. Byłam załamana tą wiadomością. Czekało mnie długie leczenie i nieustany pobyt w szpitalu. Lekarz poprosił mnie bym wyszła na korytarz, bo chciał porozmawiać z moją mamą. Wyszłam grzecznie na korytarz i napisałam do Błażeja. Wiedział już jaką otrzyma informację. Był przygotowany na to, co miało mnie czekać w najbliższym czasie. Chciał przyjechać ale ja się nie zgodziłam. Wolałam by został u siebie i skończył szkołę. Nie mógł rzucić wszystkiego i tak po prostu wyjechać. Tam jest jego życie i powinien ułożyć je sobie z inną dziewczyną która nie będzie chorowała. Założyć rodzinę i cieszyć się każdą chwilą spędzoną z rodziną. Musiałam opuścić swój dom na nieograniczony czas. Może nawet już w cale nie powrócę do swojego pokoju. Rozmowa lekarza z moją mamą trwała jakieś 30 min. Lekarz dał namiary na szpital do którego mamy się zgłosić jutro. Tam wszystko nam powiedzą. Gdy wyszłyśmy ze szpitala mama zadzwoniła do taty, który czekał z niecierpliwością na jakąkolwiek wiadomość. Był zaskoczony i przerażony. Tak przynajmniej mama wywnioskowała z rozmowy. Mama też była w takim stanie tylko nie chciała przy mnie tego pokazywać. Zawsze gdy była w podobnych sytuacjach sprawiała wrażenie kobiety silnej i opanowanej, a gdy zostawała sama płakała po kontach lub myślała o tym strasznie długo. Tak było również dzisiaj. Zachowywała się tak samo. Przez tak długi czas odkąd nie rozmawialiśmy ze sobą dłużej nadal pamiętam jej każdy ruch, gest, mimikę twarzy w poważnych sytuacjach. Wsiadłyśmy do samochodu i pojechałyśmy do domu. Mama zaczęła robić obiad, a ja miałam ochotę żeby pomóc jej go przygotować. Za nim rodzice zaczęli się kłócić spędzałam z mamą dużo czasu w kuchni i razem gotowałyśmy. Uwielbiałam spędzać z nią czas i po raz pierwszy od dłuższego czasu robiłyśmy coś razem. Najlepiej zawsze wychodziły nam czekoladowe babeczki, a mama jakby czytała mi w myślach zapytała się czy upieczemy tak jak kiedyś nasze ulubione babeczki. Uśmiechnęłam się szeroko i zaczęłam przygotowywać wszystkie produkty jakie były do tego potrzebne. Po 40 min. obiad był już ugotowany, babeczki pięknie pachniały, a zapach wędrował po całym domu. Czekałam z mamą na tatę i siostrę którzy mieli przyjechać za chwilę. Zaczęłam z mamą wspominać dawne czasy. Wspomnienia zaczęły wracać, a ja z mamą nabrałyśmy humorku i zaczęłyśmy się śmiać tak jak dawniej. Minęło 10 min. a tata z siostrą zjawili się w domu. Zapach babeczek dotarł do nich na samym wejściu, a nasze humorki wpłynęły również na resztę domowników. To była najmilsza część tego dnia. Zjedliśmy razem obiad, przepyszne babeczki i poszliśmy do swoich pokoi. Wieczorem zeszłam do salonu i porozmawialiśmy wspólnie o tym co mnie czeka i o tym, że ponownie trzeba jutro złożyć wizytę w szpitalu. Powoli zaczynało przerażać mnie to, że będę musiała spędzić tam większość swojego życia. Mama obiecała, że zajmie się rozmową z wychowawczynią i że jutro pójdziemy do szkoły i opowiemy im o całej sytuacji. Mama wspierała mnie bardzo przez ostatnie dni. Byłam jej za to bardzo wdzięczna. Błażej również był moją podporą. Wspierał cały czas i nadal utrzymywał ze mną kontakt. Tego wieczoru szybko poszłam spać, bo jutro czekał mnie wyczerpujący dzień. Rozmowa z wychowawczynią, a później wizyta w szpitalu gdzie miałam trafić w poniedziałek. W piątek od samego rana byłam przerażona tym co miało się dzisiaj wydarzyć. Tyle wrażeń w jeden dzień to chyba dla mnie za dużo, ale przecież musiałam jakoś stawić temu czoło. Około godziny 9:00 pojechałyśmy do szkoły. Moja wychowawczyni miała akurat godzinę wolną. Pani zaprowadziła nas do wolnej sali i tam powoli zaczęłyśmy rozmawiać. Mama usprawiedliwiła moje ostatnie nieobecności i powoli zaczęła tłumaczyć wychowawczyni co mi jest. Gdy skończyła mówić Pani patrzyła na mnie jak otępiała. Wryło ją w ziemię, a to nigdy się nie zdarzyło. Była przerażona tym co usłyszała. W jej oczach było widać napływające łzy. Było mi jej strasznie szkoda i zrobiło mi się strasznie smutno. Nigdy nie widziałam Pani w takim stanie. Po raz pierwszy uroniła łzę przy uczniu. Strasznie się tym przejęła. Gdy emocje opadły, powiedziałam, że chcę zrezygnować ze szkoły. Nauka teraz mi nic nie da. Chciałam porozmawiać o tym z panią dyrektor. Pani Ania (wychowawczyni) powiedziała, że mnie rozumie. Poinformowała jak rozmowa może przebiegać i że pani dyrektor będzie dopytywała się dlaczego, mam postawić sprawę jasno. Wysłuchałam pani grzecznie choć wiedziałam jak mam postąpić i co powiedzieć. Dużo myślałam o tej rozmowie. Nie wiedziałam jak zareaguje na to pani dyrektor. Bałam się wręcz jej reakcji. Pani Ania zaprowadziła mnie i mamę do pokoju gdzie uprzedzono panią, że za chwilę przyjdziemy. Doszliśmy do gabinetu, a pani dyrektor już na nas czekała. Powiedziałam o tym, że chciałabym zrezygnować ze szkoły z powodu choroby. Wysłuchała mnie uważnie jak opowiadałam, że mam nowotwór i umieszczą mnie niedługo w szpitalu gdzie się to leczy. Panią dyrektor również zaszokowała ta wiadomość i przyjęła ją ze zrozumieniem. Namawiała mnie na zajęcia indywidualne lecz ja całkowicie chciałam zrezygnować ze szkoły. Byłoby to ciężkie dla mnie i dla nauczycieli, którzy musieliby dojeżdżać spory kawałek bym mogła się dalej uczyć. Zrezygnowanie ze szkoły było najlepszym rozwiązaniem. Pani dyrektor rozumiała moją decyzję i wyznaczyła datę do podpisania różnych papierów i wyciągnięcia dokumentów ze szkoły. To miałam już za sobą. Mama widziała cierpienie w moich oczach, widziała smutek który opanował mnie po rozmowie z wychowawczynią i tęsknotę za tym, że już nie wrócę do tej szkoły. Pomimo tego, że nie miałam w niej osób zaufanych i z nikim się nie trzymałam było mi szkoda ją opuszczać. Wiązałam z nią wiele wspomnień. Gdy wychodziłyśmy z gabinetu pani dyrektor była akurat przerwa, a wychodząc spotkałam dziewczyny z mojej klasy, po mojej minie wiedziały, że nie mają podchodzić. Powiedziały tylko cicho: "Cześć" i poszły pod klasę. Może i były dla mnie nie miłe, ale nie przywiązywałam do tego szczególnej uwagi. Było lżej mi z tym, że rozmowę z Panią Anią i panią dyrektor miałam już za sobą. Jedna sprawa mniej. Teraz trzeba udać się do szpitala i dowiedzieć się, jak będzie odbywał się tam mój pobyt.
CDN...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz