Część VII
Następnego dnia ponownie udałam się do lekarza z badaniami.
Potwierdził, to co przypuszczał. Mam nowotwór płuca. Lekarz wytłumaczył
dokładnie na czym to polega. Powiedział, że umieści mnie w szpitalu gdzie leczy
się nowotwory. Byłam załamana tą wiadomością. Czekało mnie długie leczenie i
nieustany pobyt w szpitalu. Lekarz poprosił mnie bym wyszła na korytarz, bo
chciał porozmawiać z moją mamą. Wyszłam grzecznie na korytarz i napisałam do
Błażeja. Wiedział już jaką otrzyma informację. Był przygotowany na to, co miało
mnie czekać w najbliższym czasie. Chciał przyjechać ale ja się nie zgodziłam.
Wolałam by został u siebie i skończył szkołę. Nie mógł rzucić wszystkiego i tak
po prostu wyjechać. Tam jest jego życie i powinien ułożyć je sobie z inną
dziewczyną która nie będzie chorowała. Założyć rodzinę i cieszyć się każdą
chwilą spędzoną z rodziną. Musiałam opuścić swój dom na nieograniczony czas.
Może nawet już w cale nie powrócę do swojego pokoju. Rozmowa lekarza z moją
mamą trwała jakieś 30 min. Lekarz dał namiary na szpital do którego mamy się
zgłosić jutro. Tam wszystko nam powiedzą. Gdy wyszłyśmy ze szpitala mama
zadzwoniła do taty, który czekał z niecierpliwością na jakąkolwiek wiadomość.
Był zaskoczony i przerażony. Tak przynajmniej mama wywnioskowała z rozmowy.
Mama też była w takim stanie tylko nie chciała przy mnie tego pokazywać. Zawsze
gdy była w podobnych sytuacjach sprawiała wrażenie kobiety silnej i opanowanej,
a gdy zostawała sama płakała po kontach lub myślała o tym strasznie długo. Tak
było również dzisiaj. Zachowywała się tak samo. Przez tak długi czas odkąd nie
rozmawialiśmy ze sobą dłużej nadal pamiętam jej każdy ruch, gest, mimikę twarzy
w poważnych sytuacjach. Wsiadłyśmy do samochodu i pojechałyśmy do domu. Mama
zaczęła robić obiad, a ja miałam ochotę żeby pomóc jej go przygotować. Za nim
rodzice zaczęli się kłócić spędzałam z mamą dużo czasu w kuchni i razem gotowałyśmy.
Uwielbiałam spędzać z nią czas i po raz pierwszy od dłuższego czasu robiłyśmy
coś razem. Najlepiej zawsze wychodziły nam czekoladowe babeczki, a mama jakby
czytała mi w myślach zapytała się czy upieczemy tak jak kiedyś nasze ulubione
babeczki. Uśmiechnęłam się szeroko i zaczęłam przygotowywać wszystkie produkty
jakie były do tego potrzebne. Po 40 min. obiad był już ugotowany, babeczki
pięknie pachniały, a zapach wędrował po całym domu. Czekałam z mamą na tatę i
siostrę którzy mieli przyjechać za chwilę. Zaczęłam z mamą wspominać dawne
czasy. Wspomnienia zaczęły wracać, a ja z mamą nabrałyśmy humorku i zaczęłyśmy
się śmiać tak jak dawniej. Minęło 10 min. a tata z siostrą zjawili się w domu.
Zapach babeczek dotarł do nich na samym wejściu, a nasze humorki wpłynęły
również na resztę domowników. To była najmilsza część tego dnia. Zjedliśmy
razem obiad, przepyszne babeczki i poszliśmy do swoich pokoi. Wieczorem zeszłam
do salonu i porozmawialiśmy wspólnie o tym co mnie czeka i o tym, że ponownie
trzeba jutro złożyć wizytę w szpitalu. Powoli zaczynało przerażać mnie to, że
będę musiała spędzić tam większość swojego życia. Mama obiecała, że zajmie się
rozmową z wychowawczynią i że jutro pójdziemy do szkoły i opowiemy im o całej
sytuacji. Mama wspierała mnie bardzo przez ostatnie dni. Byłam jej za to bardzo
wdzięczna. Błażej również był moją podporą. Wspierał cały czas i nadal
utrzymywał ze mną kontakt. Tego wieczoru szybko poszłam spać, bo jutro czekał
mnie wyczerpujący dzień. Rozmowa z wychowawczynią, a później wizyta w szpitalu
gdzie miałam trafić w poniedziałek. W piątek od samego rana byłam przerażona
tym co miało się dzisiaj wydarzyć. Tyle wrażeń w jeden dzień to chyba dla mnie
za dużo, ale przecież musiałam jakoś stawić temu czoło. Około godziny 9:00
pojechałyśmy do szkoły. Moja wychowawczyni miała akurat godzinę wolną. Pani
zaprowadziła nas do wolnej sali i tam powoli zaczęłyśmy rozmawiać. Mama
usprawiedliwiła moje ostatnie nieobecności i powoli zaczęła tłumaczyć
wychowawczyni co mi jest. Gdy skończyła mówić Pani patrzyła na mnie jak
otępiała. Wryło ją w ziemię, a to nigdy się nie zdarzyło. Była przerażona tym
co usłyszała. W jej oczach było widać napływające łzy. Było mi jej strasznie
szkoda i zrobiło mi się strasznie smutno. Nigdy nie widziałam Pani w takim
stanie. Po raz pierwszy uroniła łzę przy uczniu. Strasznie się tym przejęła.
Gdy emocje opadły, powiedziałam, że chcę zrezygnować ze szkoły. Nauka teraz mi
nic nie da. Chciałam porozmawiać o tym z panią dyrektor. Pani Ania
(wychowawczyni) powiedziała, że mnie rozumie. Poinformowała jak rozmowa może
przebiegać i że pani dyrektor będzie dopytywała się dlaczego, mam postawić
sprawę jasno. Wysłuchałam pani grzecznie choć wiedziałam jak mam postąpić i co
powiedzieć. Dużo myślałam o tej rozmowie. Nie wiedziałam jak zareaguje na to
pani dyrektor. Bałam się wręcz jej reakcji. Pani Ania zaprowadziła mnie i mamę
do pokoju gdzie uprzedzono panią, że za chwilę przyjdziemy. Doszliśmy do
gabinetu, a pani dyrektor już na nas czekała. Powiedziałam o tym, że chciałabym
zrezygnować ze szkoły z powodu choroby. Wysłuchała mnie uważnie jak
opowiadałam, że mam nowotwór i umieszczą mnie niedługo w szpitalu gdzie się to
leczy. Panią dyrektor również zaszokowała ta wiadomość i przyjęła ją ze
zrozumieniem. Namawiała mnie na zajęcia indywidualne lecz ja całkowicie
chciałam zrezygnować ze szkoły. Byłoby to ciężkie dla mnie i dla nauczycieli,
którzy musieliby dojeżdżać spory kawałek bym mogła się dalej uczyć.
Zrezygnowanie ze szkoły było najlepszym rozwiązaniem. Pani dyrektor rozumiała
moją decyzję i wyznaczyła datę do podpisania różnych papierów i wyciągnięcia
dokumentów ze szkoły. To miałam już za sobą. Mama widziała cierpienie w moich
oczach, widziała smutek który opanował mnie po rozmowie z wychowawczynią i
tęsknotę za tym, że już nie wrócę do tej szkoły. Pomimo tego, że nie miałam w
niej osób zaufanych i z nikim się nie trzymałam było mi szkoda ją opuszczać.
Wiązałam z nią wiele wspomnień. Gdy wychodziłyśmy z gabinetu pani dyrektor była
akurat przerwa, a wychodząc spotkałam dziewczyny z mojej klasy, po mojej minie
wiedziały, że nie mają podchodzić. Powiedziały tylko cicho: "Cześć" i
poszły pod klasę. Może i były dla mnie nie miłe, ale nie przywiązywałam do tego
szczególnej uwagi. Było lżej mi z tym, że rozmowę z Panią Anią i panią dyrektor
miałam już za sobą. Jedna sprawa mniej. Teraz trzeba udać się do szpitala i
dowiedzieć się, jak będzie odbywał się tam mój pobyt.
CDN...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz