wtorek, 25 grudnia 2012

Historia internetowej miłości.

Część V

Powiedziałam im również o podejrzeniu, że mogę mieć nowotwór płuca i że trzeba będzie zrobić jeszcze kilka badań by to potwierdzić. Gdy skończyłam o tym wszystkim mówić popatrzyłam się na nich. Patrzyli na mnie z niedowierzaniem, nie wiedzieli co mają zrobić i co powiedzieć. Zamurowała ich ta wiadomość. Rozumiem ich, bo pewnie przez głowę w tamtym momencie przewijało im się kilkanaście myśli o tym jak mogli tego nie zauważyć i do tego dopuścić. Staliśmy tak dłuższą chwilę w ciszy. Widziałam w ich oczach poczucie winy za to co się ze mną stało. Mama w końcu się ocknęła, podeszła do mnie i przytuliła mówiąc: "Wszystko będzie dobrze córeczko." Po raz pierwszy od 2 lat mama tak do mnie powiedziała. Nie mówiła tego wcześniej. Zrobiło mi się troszkę lepiej ale to nie poprawiło mojego nastroju. Obiecała z tatą, że przestaną się kłócić i będą przy mnie podczas badań które mnie jeszcze czekały. Nie miałam ochoty na dalszą rozmowę. Popatrzyłam się na nich i poszłam do swojego pokoju. Rozmowę z rodzicami miałam już za sobą. Teraz trzeba o tym wszystkim powiedzieć Błażejowi. Usiadłam przed komputer, włączyłam gg i wybrałam Błażeja. Wpatrywałam się w kursor który migał tak przez 10 min. a ja nie miałam pojęcia od czego zacząć i jak mu o tym powiedzieć. Nie przypuszczałam, że to będzie trudniejsze niż rozmowa z rodzicami. Miałam opory przed napisaniem, może dlatego, że wiedziałam, że dobije go ta wiadomość, że przeżył już to raz i będzie musiał przeżyć to ponownie. Nie chciałam go skrzywdzić, bo jest dla mnie bardzo ważną osobą i wypełnia moje nędzne życie. Nie chciałam sprawiać mu również bólu, ale musiałam mu o tym powiedzieć i to koniecznie dzisiaj. Mój scenariusz życia był jeszcze trudniejszy niż sobie to wyobrażałam, bo życie nie jest usłane różami i przynosi nam różne trudne historie. Dlaczego nie mógł zostać napisany inaczej? Mam dalej żyć i zadawać innym ból swoją chorobą? Sama się wykańczam, zostaje wrakiem człowieka. Niedługo będę na skraju przepaści. Drogą którą idę właśnie tam prowadzi, a ludzi których na niej spotykam krzywdzę swoimi słowami lub czynami albo sami mnie ranią. Droga z przeszkodami którą ciężko przejść, ale pomimo tych trudności nie można upaść i dać się zdeptać przez ludzi którzy chcą byśmy odeszli, którzy czekają tylko na nasze potknięcie lub jakikolwiek błąd. Minęło kolejne 10 min. a ja w dalszym ciągu nic nie napisałam, a kursor dalej migał. Zastanawiałam się jak zareaguje. Pomimo tego co się stanie i czy to przeżyje nie chce by cokolwiek się między nami zmieniło. Nie chcę żeby mi współczuł. Od nikogo nie chcę współczucia. Nasza znajomość ma pozostać na etapie przyjaźni. Minęło 30 min. odkąd usiadłam przed komputer. Nadszedł czas by cokolwiek do niego napisać. Zaczęłam od zwyczajnego: "Już jestem." i nie musiałam długo czekać na odpowiedź. Poprosił bym powiedziała mu co powiedział lekarz bez żadnego owijania w bawełnę. "Chcę wiedzieć teraz i przyswoić sobie tą wiadomość." Zaczęłam więc pisać, ale na początku zaznaczyłam, że pomimo tego co za chwilę przeczyta nie chce współczucia, a nasza znajomość będzie tylko przyjacielska. Potem opowiedziałam mu dokładnie co powiedział lekarz i że podejrzewa u mnie nowotwór płuca. Zamurowało go i wbiło w ziemię. Nie odezwał się przez kolejne 30 min. W mojej głowie znowu zaczęła szaleć burza myśli. Poczułam się strasznie samotna i opuszczona. Długo tak się nie czułam. Totalna pustka która opanowała mnie w tamtym momencie i ból który można było porównać do wbicia zardzewiałego noża w plecy. W tamtym momencie ja nie byłam najważniejsza. Liczył się on i jego uczucia. Wiedziałam, że przeżywa teraz koszmar, że wszystkie myśli związane ze swoją ukochaną powróciły. Nie chciałam pogarszać tego stanu w którym się znajdował i przerywać tej ciszy. Potrzebował czasu, by ta bolesna wiadomość do niego dotarła, bo nie było to łatwe do zniesienia. 

CDN...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz