Część V
Powiedziałam
im również o podejrzeniu, że mogę mieć nowotwór płuca i że trzeba
będzie zrobić jeszcze kilka badań by to potwierdzić. Gdy skończyłam o
tym wszystkim mówić popatrzyłam się na nich. Patrzyli na mnie z
niedowierzaniem, nie wiedzieli co mają zrobić i co powiedzieć.
Zamurowała ich ta wiadomość. Rozumiem ich, bo pewnie przez głowę w
tamtym momencie przewijało im się kilkanaście myśli o tym jak mogli tego
nie zauważyć i do tego dopuścić. Staliśmy tak dłuższą chwilę w ciszy.
Widziałam w ich oczach poczucie winy za to co się ze mną stało. Mama w
końcu się ocknęła, podeszła do mnie i przytuliła mówiąc: "Wszystko
będzie dobrze córeczko." Po raz pierwszy od 2 lat mama tak do mnie
powiedziała. Nie mówiła tego wcześniej. Zrobiło mi się troszkę lepiej
ale to nie poprawiło mojego nastroju. Obiecała z tatą, że przestaną się
kłócić i będą przy mnie podczas badań które mnie jeszcze czekały. Nie
miałam ochoty na dalszą rozmowę. Popatrzyłam się na nich i poszłam do
swojego pokoju. Rozmowę z rodzicami miałam już za sobą. Teraz trzeba o
tym wszystkim powiedzieć Błażejowi. Usiadłam przed komputer, włączyłam
gg i wybrałam Błażeja. Wpatrywałam się w kursor który migał tak przez 10
min. a ja nie miałam pojęcia od czego zacząć i jak mu o tym powiedzieć.
Nie przypuszczałam, że to będzie trudniejsze niż rozmowa z rodzicami.
Miałam opory przed napisaniem, może dlatego, że wiedziałam, że dobije go
ta wiadomość, że przeżył już to raz i będzie musiał przeżyć to
ponownie. Nie chciałam go skrzywdzić, bo jest dla mnie bardzo ważną
osobą i wypełnia moje nędzne życie. Nie chciałam sprawiać mu również
bólu, ale musiałam mu o tym powiedzieć i to koniecznie dzisiaj. Mój
scenariusz życia był jeszcze trudniejszy niż sobie to wyobrażałam, bo
życie nie jest usłane różami i przynosi nam różne trudne historie.
Dlaczego nie mógł zostać napisany inaczej? Mam dalej żyć i zadawać innym
ból swoją chorobą? Sama się wykańczam, zostaje wrakiem człowieka.
Niedługo będę na skraju przepaści. Drogą którą idę właśnie tam prowadzi,
a ludzi których na niej spotykam krzywdzę swoimi słowami lub czynami
albo sami mnie ranią. Droga z przeszkodami którą ciężko przejść, ale
pomimo tych trudności nie można upaść i dać się zdeptać przez ludzi
którzy chcą byśmy odeszli, którzy czekają tylko na nasze potknięcie lub
jakikolwiek błąd. Minęło kolejne 10 min. a ja w dalszym ciągu nic nie
napisałam, a kursor dalej migał. Zastanawiałam się jak zareaguje. Pomimo
tego co się stanie i czy to przeżyje nie chce by cokolwiek się między
nami zmieniło. Nie chcę żeby mi współczuł. Od nikogo nie chcę
współczucia. Nasza znajomość ma pozostać na etapie przyjaźni. Minęło 30
min. odkąd usiadłam przed komputer. Nadszedł czas by cokolwiek do niego
napisać. Zaczęłam od zwyczajnego: "Już jestem." i nie musiałam długo
czekać na odpowiedź. Poprosił bym powiedziała mu co powiedział lekarz
bez żadnego owijania w bawełnę. "Chcę wiedzieć teraz i przyswoić sobie
tą wiadomość." Zaczęłam więc pisać, ale na początku zaznaczyłam, że
pomimo tego co za chwilę przeczyta nie chce współczucia, a nasza
znajomość będzie tylko przyjacielska. Potem opowiedziałam mu dokładnie
co powiedział lekarz i że podejrzewa u mnie nowotwór płuca. Zamurowało
go i wbiło w ziemię. Nie odezwał się przez kolejne 30 min. W mojej
głowie znowu zaczęła szaleć burza myśli. Poczułam się strasznie samotna i
opuszczona. Długo tak się nie czułam. Totalna pustka która opanowała
mnie w tamtym momencie i ból który można było porównać do wbicia
zardzewiałego noża w plecy. W tamtym momencie ja nie byłam
najważniejsza. Liczył się on i jego uczucia. Wiedziałam, że przeżywa
teraz koszmar, że wszystkie myśli związane ze swoją ukochaną powróciły.
Nie chciałam pogarszać tego stanu w którym się znajdował i przerywać tej
ciszy. Potrzebował czasu, by ta bolesna wiadomość do niego dotarła, bo
nie było to łatwe do zniesienia.
CDN...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz