wtorek, 18 grudnia 2012

Historia internetowej miłości.

Część III

Po 2 tygodniach czułam się już lepiej lecz nadal mnie bolało. Pomyślałam wtedy: "A tam, na pewno mi przejdzie." Myliłam się. Bolało mnie nadal i tak minął cały miesiąc. Nie mówiłam nic Błażejowi, bo wiedziałam, że będzie się martwił. Do tego później doszedł kaszel, który był męczący i sprawiał dużo bólu. Unikałam wtedy rozmów telefonicznych aby nie wydało się, że mam taki kaszel i znajdowałam różne wymówki. Siedząc przed komputerem i czekając na Błażeja aż przyjdzie ze szkoły jak zwykle miałam swój dotykowy telefon w kieszeni i jak zwykle po naciskały się guziczki i wybrał nr Błażeja, bo był pierwszy na liście kontaktów. Wtedy wszystko się wydało, bo napadł mnie atak kaszlu. Gdy pojawił się na gg od razu zaczął na mnie krzyczeć za to, że nic mu nie powiedziałam,a potem, że nie dbam o siebie i zdrowie.  Od razu kazał umówić mi się na wizytę na następny dzień.  Nie miałam wyjścia, bo musiałam mu obiecać, że pójdę na tą wizytę, bo inaczej uniknęłabym wizyty u lekarza. Następnego dnia udałam się do szpitala. Na dworze było strasznie zimno i padało, a wchodząc do szpitala zobaczyłam strasznie długą kolejkę która czekała do tego samego lekarza. Nie miałam wyjścia i musiałam poczekać. Siedziałam na korytarzu 2 godziny czekając na swoją kolej. Pielęgniarka wywołała moje nazwisko, a moje nogi zrobiły się jak z waty i nie potrafiłam przez chwilę złapać równowagi, ale po chwili było dobrze. Bałam się tego co powie lekarz. Podczas badania nie mogłam obserwować twarzy lekarza, może wtedy bym się tak bardzo nie stresowała. Dokładnie mnie zbadał po czym poprosił bym opowiedziała mu od kiedy to wszystko się dzieje i czy brałam jakieś lekarstwa na to. Opowiedziałam mu wszystko z dokładnymi szczegółami. Gdy skończyłam opowiadać i gdy lekarz skończył swoje czynności miał przerażającą minę, tak jakby za chwilę miał wydać na mnie wyrok śmierci. Przed wypowiedzeniem jakichkolwiek słów wziął trzy głębokie oddechy, usiadł w swoim fotelu i spojrzał na mnie. Rozpoczynając swoją wypowiedź zaczął od słów: "Nie mam dla Pani dobrej wiadomości." Wiedziałam, że to co za chwilę usłyszę zmieni coś w moim beznadziejnym życiu. To było jak film w którym grałam główną rolę, bo takie rzeczy oglądałam tylko w filmach. Nie myślałam, że mnie też to spotka. Scenariusz życia w którym za chwilę zapadnie wyrok życia lub śmierci albo nieustannego leczenia i zrezygnowania ze swoich najskrytszych marzeń, które miały szansę na spełnienie. Patrzyłam na lekarza z niedowierzaniem, a moje ręce co raz bardziej się trzęsły. Lekarz zaczął mówić, że trzeba będzie zrobić badania, by potwierdzić to, co wywnioskował z badania. Po chwili przerwy w mówieniu dodał: "Obawiam się, że Pani płuco jest martwe." Zamurowało mnie. Lekarz wypytywał czy mam problemy z oddychaniem. Odpowiedziałam, że tak, bo są dni gdzie bardzo ciężko mi się oddycha. W tym momencie przestały docierać do mnie pełne zdania doktora, które kierował w moją stronę. Urywkowe słowa trafiały do mnie: "operacja", "ryzyko", "rehabilitacja", "długie leczenie", a moje myśli zaczęły szaleć w głowie i nie potrafiłam nad nimi zapanować. Nawet ból w tamtym momencie był nieodczuwalny. Doktor wypisał skierowanie na wszystkie potrzebne badania aby potwierdzić przypuszczenia. Miałam zrobić je jak najszybciej, bo nie można dłużej czekać. Wychodziłam z gabinetu jak otępiała. Nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego słowa.

CDN...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz