Część III
Po
2 tygodniach czułam się już lepiej lecz nadal mnie bolało. Pomyślałam
wtedy: "A tam, na pewno mi przejdzie." Myliłam się. Bolało mnie nadal i
tak minął cały miesiąc. Nie mówiłam nic Błażejowi, bo wiedziałam, że
będzie się martwił. Do tego później doszedł kaszel, który był męczący i
sprawiał dużo bólu. Unikałam wtedy rozmów telefonicznych aby nie wydało
się, że mam taki kaszel i znajdowałam różne wymówki. Siedząc przed
komputerem i czekając na Błażeja aż przyjdzie ze szkoły jak zwykle
miałam swój dotykowy telefon w kieszeni i jak zwykle po naciskały się
guziczki i wybrał nr Błażeja, bo był pierwszy na liście kontaktów. Wtedy
wszystko się wydało, bo napadł mnie atak kaszlu. Gdy pojawił się na gg
od razu zaczął na mnie krzyczeć za to, że nic mu nie powiedziałam,a
potem, że nie dbam o siebie i zdrowie. Od razu kazał umówić mi się na
wizytę na następny dzień. Nie miałam wyjścia, bo musiałam mu obiecać,
że pójdę na tą wizytę, bo inaczej uniknęłabym wizyty u lekarza.
Następnego dnia udałam się do szpitala. Na dworze było strasznie zimno i
padało, a wchodząc do szpitala zobaczyłam strasznie długą kolejkę która
czekała do tego samego lekarza. Nie miałam wyjścia i musiałam poczekać.
Siedziałam na korytarzu 2 godziny czekając na swoją kolej. Pielęgniarka
wywołała moje nazwisko, a moje nogi zrobiły się jak z waty i nie
potrafiłam przez chwilę złapać równowagi, ale po chwili było dobrze.
Bałam się tego co powie lekarz. Podczas badania nie mogłam obserwować
twarzy lekarza, może wtedy bym się tak bardzo nie stresowała. Dokładnie
mnie zbadał po czym poprosił bym opowiedziała mu od kiedy to wszystko
się dzieje i czy brałam jakieś lekarstwa na to. Opowiedziałam mu
wszystko z dokładnymi szczegółami. Gdy skończyłam opowiadać i gdy lekarz
skończył swoje czynności miał przerażającą minę, tak jakby za chwilę
miał wydać na mnie wyrok śmierci. Przed wypowiedzeniem jakichkolwiek
słów wziął trzy głębokie oddechy, usiadł w swoim fotelu i spojrzał na
mnie. Rozpoczynając swoją wypowiedź zaczął od słów: "Nie mam dla Pani
dobrej wiadomości." Wiedziałam, że to co za chwilę usłyszę zmieni coś w
moim beznadziejnym życiu. To było jak film w którym grałam główną rolę,
bo takie rzeczy oglądałam tylko w filmach. Nie myślałam, że mnie też to
spotka. Scenariusz życia w którym za chwilę zapadnie wyrok życia lub
śmierci albo nieustannego leczenia i zrezygnowania ze swoich
najskrytszych marzeń, które miały szansę na spełnienie. Patrzyłam na
lekarza z niedowierzaniem, a moje ręce co raz bardziej się trzęsły.
Lekarz zaczął mówić, że trzeba będzie zrobić badania, by potwierdzić to,
co wywnioskował z badania. Po chwili przerwy w mówieniu dodał: "Obawiam
się, że Pani płuco jest martwe." Zamurowało mnie. Lekarz wypytywał czy
mam problemy z oddychaniem. Odpowiedziałam, że tak, bo są dni gdzie
bardzo ciężko mi się oddycha. W tym momencie przestały docierać do mnie
pełne zdania doktora, które kierował w moją stronę. Urywkowe słowa
trafiały do mnie: "operacja", "ryzyko", "rehabilitacja", "długie
leczenie", a moje myśli zaczęły szaleć w głowie i nie potrafiłam nad
nimi zapanować. Nawet ból w tamtym momencie był nieodczuwalny. Doktor
wypisał skierowanie na wszystkie potrzebne badania aby potwierdzić
przypuszczenia. Miałam zrobić je jak najszybciej, bo nie można dłużej
czekać. Wychodziłam z gabinetu jak otępiała. Nie potrafiłam wydusić z
siebie żadnego słowa.
CDN...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz