środa, 9 stycznia 2013

Ulotne szczęście.

Spadające liście, zawsze przypominały jej o wolności i samotności w której się znajdowała. Wirowały tak pięknie poruszone przez wiatr. Tańczyły piękny taniec w deszczu jak zaczarowane. Tak było też w jej życiu. Maja zawsze była wolna od ludzi. Nie przywiązywała się do nich za bardzo. Uważała, że za duże przywiązanie kiedyś przy rozstaniu będzie bardziej bolesne i ciężko byłoby potem żyć bez bliskiej jej osoby. Gdy była jeszcze dzieckiem i chodziła z Tatą na spacery powtarzał zawsze, że spadające liście z drzew mają przypominać jej właśnie jego. Maja zawsze się w nie wpatrywała. Takie nic nie znaczące liście dla niej były szczęściem, przepełnione wzruszeniem i myślami o swoim Tacie. Pamiętała jak odszedł. Choroba zabrała mu wszystko to co miał najcenniejsze. Zapamiętała Go jako człowieka z przepiękną wrażliwą duszą, z pięknym uśmiechem którym zarażał ją kiedy była smutna. Był jej przyjacielem. Cały czas był przy niej. Zawsze kiedy Go potrzebowała po prostu był. Pamięta każdą wspólną spędzoną z nim chwilę. Każdy uśmiech, każdy jego ruch, każdy gest by jego Księżniczka nie była smutna. Zarażał ją pozytywną energią, myśleniem i nastawieniem do życia. Miał w sobie ducha walki. Nie poddawał się i dążył do celu który ustalił. Tego właśnie uczył ją, by nigdy się nie poddawała. Pokazywał jej świat z tej innej perspektywy, z tej, do której ludzie nie zaglądali często. Pamięta, jak budziła się w lato o 6 nad ranem, tylko po to by posłuchać jak ptaki pięknie śpiewają swoją melodię. Siadała mu zawsze na kolanach, otulona jego opiekuńczymi ramionami zamykała oczy i zaczynała marzyć. Pomagał jej wzbogacać swoja wyobraźnię. Pokazywał świat z tych na co dzień niewidzialnych rzeczy. Była mu za to wdzięczna. Te marzenia były tak pięknie przepełnione jasnymi kolorami, ciepłem i radością. Siedzenie o poranku na tej ławce dawało jej wielką motywację do dalszego działania. Dawały jej niesamowitą siłę pomimo tego, że wtedy była jeszcze małym dzieckiem. Jak na swój wiek rozumiała więcej niż inni rówieśnicy, a to wszystko dzięki niemu. Miała niesamowity dar opowiadania. Gdy opowiadała jakaś sytuację, która jej się przytrafiła w jej głosie można było wyczuć fascynację. Opowiadała tak pięknie i szczegółowo. To właśnie jej najukochańszy tatuś sprawił, że tak było. Była mu za to tak bardzo wdzięczna. Siedząc z nim na ławce myślała o swojej mamie. Nigdy jej nie poznała, bo zmarła przy porodzie gdy ją urodziła. Z opowiadań osób z którymi rozmawiała Maja była do niej bardzo podobna. Mieli rację. Porównując swoje zdjęcie i jej sama tak wnioskowała. Zawsze myślała o tym czy patrzy się na nią z góry i czuwa jako jej osobisty Aniołek. Tata mówił jej zawsze, że ma taki sam uśmiech jak jej mama. Maja bardzo przypominała mu o swojej ukochanej żonie. Nigdy nie pogodził się z jej odejściem, ale Maję obdarzył jeszcze większą miłością. Dziękował Bogu, że zesłał jej na ziemię tak piękną, modrą i wspaniałą córkę. Byli dla siebie na prawdę ważni. Ktoś jednak sprawił, że szczęście nie trwało tak długo jak by tego chcieli. Diagnoza nowotworu była ciosem dla nich obojga. Maja była wtedy już dorosłą kobietą i wiedziała, że teraz już nie ma odwrotu. Zawsze była zadziwiona tym jak jej tata świetnie dawał sobie radę z problemami. Tym razem też tak było. Niesamowite było to ile on miał siły w sobie. Nie kontynuował leczenia. Maja szanowała jego decyzję i nie namawiała Go nigdy do tego by ją zmienił. "Śmierć przychodzi sama... Powoli Księżniczko"- gdy wypowiadał te słowa kierowane w jej stronę przytulała się do niego najbardziej jak potrafiła. Tak jakby miał za chwilę zniknąć, rozpłynąć się w powietrzu jak miliony pyłków i zatańczyć piękny taniec na wietrze. Śmiał się w takich momentach, że Go udusi. Wiele razy powtarzał jej, że ją Kocha. Pamięta do dzisiaj te słowa. Nigdy ich nie zapomni. Wypowiadał je tak pięknie, z taką wielką szczerością i miłością do niej. Rozstanie z nim było najgorszą rzeczą jakiej kiedykolwiek doświadczyła. To nie jest porównywalne z niczym. Stracić własnego ojca, który sam ja wychowywał. Tylko ona się nie smuciła. Była szczęśliwa. Zawsze powtarzała sobie, że on nie byłby zadowolony gdyby widział ją, że się smuci. Gdyby żył i widział ją smutną przyniósłby jej ulubioną czekoladę i zaczął rozmawiać o tym co sprawiło, że jego Księżniczka się nie uśmiecha. Po mimo Tego, że Maja była dorosła i przyswoiła sobie tą myśl, że Go już nie ma brakowało jej tak bardzo tego wszystkiego. Każdego dnia starała się żyć tak, jak ją nauczył. Nie załamywała się i nie poddawała. Szła dalej przez życie pokazując później swoim dzieciom świat, który pokazał jej Tata. Przekazywała to czego nauczyła się od niego swoim dzieciom, by również czerpały siłę z tych drobnych rzeczy, które pokazują nam jak piękne i barwne jest życie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz